Anno Domini 2007

Przełom roku, to bardzo pracowity okres w branży, w której mam zaszczyt pracować. Stąd też moja znaczna absencja na blogu. Jednocześnie koniec roku w polityce nie może się obejść bez podsumowania. A działo się bardzo wiele. Pomiędzy karpiem, choinką, sylwestrowym szaleństwem, a wielokilometrowych „wyprawach”, naszła mnie refleksja nad mijającym rokiem.

Najważniejszym wydarzeniem roku 2007 były niewątpliwie wybory parlamentarne. Wbrew zamysłom antypaństwowych środowisk (tak!), nie udało się pogrążyć PiSu – choć partia wybory przegrała, to dzięki stosunkowo wysokiej frekwencji, zdobyła znacznie więcej głosów niż w roku 2005. Wygrały obietnice cudów serwowane społeczeństwu przez PO. Moje przemyślenia na ten temat oraz podsumowanie dwuletnich rządów Prawa i Sprawiedliwości zamieszczę po Nowym Roku. Sukcesem ostatnich wyborów było pozbawienie jakiegokolwiek wpływu na losy Polski takich partii, jak Samoobrona, czy Liga Polskich Rodzin.

Październikowe wybory poprzedzone były odrażającą kampanią wyborczą: pijackie wybryki Kwaśniewskiego na Ukrainie i w Szczecinie; zatrzymanie posłanki PO, Beaty Sawickiej, pod zarzutem korupcji; debaty telewizyjne z udziałem Tuska – pierwsza z Kaczyńskim, do której lider PO sprowadził tupające nogami i gwiżdżące bydło i druga z Kwaśniewskim, w czasie której Tusk niemalże na kolanach błagał twardy beton komunistyczny (wyborców SLD) o głosy.

 

Bardzo ważne wydarzenia mijającego roku miały miejsce na jego początku. Chodzi oczywiście o wybuch gorącej dyskusji na temat lustracji w Kościele po tym, jak Gazeta Polska ujawniła agenturalną przeszłość kandydata na arcybiskupa warszawskiego, Stanisława Wielgusa. Żadne ustawy, kilometry akt nie podniosłyby takiego larum i nie pokazałyby tak dobitnie kto jest kto, jak zwykłe przyznanie się do winy (choć nie od razu). Dzięki odwadze takich ludzi, jak Tomasz Sakiewicz, udało się pokazać, że w jednym szeregu z Trybuną, Gazetą Wyborczą, TVN i innymi stoją Radio Maryja i Niedziela. Że w swoistym Froncie Obrony Agentów, w jednym szeregu stoją Urban, Michnik, Lis, Kwaśniewski, Wałęsa, o. Rydzyk, ks. Skubiś, sen. Ryszka i inni. Kto by pomyślał jeszcze kilka lat wcześniej.

To wydarzenie pociągnęło za sobą falę przyznawań się do współpracy, jak Polska długa i szeroka (m. in. Bogusław Wołoszański, czy Maciej Damięcki) oraz falę brutalnych ataków na apostołów prawdy – m. in. Tomasza Sakiewicza, ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, czy ks. Stanisława Małkowskiego.

Ustawa Lustracyjna wprowadzona w marcu była naturalną konsekwencją wydarzeń styczniowych. Została szybko utrącona w Przenajświętszym Trybunale Konstytucyjnym ze względu na zapisy nakazujące lustrować dziennikarzy i pracowników naukowych wyższych uczelni. Z perspektywy czasu można stwierdzić, że ustawa nie była najlepszym pomysłem. Lepszym rozwiązaniem byłoby całkowite otwarcie archiwów – operacja na pewno pracochłonna i kosztowna, ale zapewniająca efektywność. Wtedy Święte Krowy Trybunalskie nie miałyby się do czego przyczepić, a gdyby próbowały, byłby to wyraźny znak stronniczości i przy okazji podstawa do skarżenia decyzji w instancjach ogólnoeuropejskich, lub najzwyklejszego rozwiązania instytucji Trybunału.

W kwietniu Barbara Blida, była działaczka SLD popełniła samobójstwo podczas akcji jej aresztowania przez ABW. Niezależnie od rzetelności przeprowadzonych działań, był to początek końca rządów PiS.

W grudniu powołano sejmową komisję śledczą ds. zbadania okoliczności śmierci posłanki.

Końcówka roku to kilka wydarzeń, wartych wspomnienia ze względu na przyszłe konsekwencje: zablokowanie przez PO kandydatury Zbigniewa Romaszewskiego na wicemarszałka senatu (irracjonalne porównanie tego do przypadku Stefana Niesiołowskiego z 2005 roku); wykrycie kilku ognisk ptasiej grypy; podpisanie w Lizbonie Traktatu Reformującego Unię Europejską – brzmi trochę lepiej niż Konstytucja Europejska, niekoniecznie oznacza samo dobro dla Polski, ale jest nieunikniona: chcieliśmy Unii, to ją mamy; dnia 21 grudnia zaczął w Polsce obowiązywać traktat z Schengen, znoszący granice. Dla polskich rybaków nadal obowiązują granice w połowie Dorsza. To się nazywa równość społeczna i dobrobyt.

W podsumowaniu celowo pominąłem niektóre wydarzenia. Wspominam je poniżej i podają powody, dla których nie napiszę o nich więcej:

  • wygranie wyborów na prezydenta stolicy przez HGW. Konsekwencje są znane (reaktywacja układu SLD-PO, przerwa budowy metra, propozycja budowy parkingu podziemnego pod pałacem Saskim, propozycja niebudowania stadionu narodowego na miejscu Stadionu Dziesięciolecia, itp. itd.), ale powód mojej ignorancji inny: niechęć do „Warszawki” i wszechobecnego wymieniania tego miasta jako wszechpolskiego wyznacznika wszystkiego.

  • opublikowanie raportu z likwidacji WSI – brak zapowiadanych przez prezydenta szokujących informacji; normalna mafia.

  • oprotestowanie przez Greenpeace i podobne organizacje budowy obwodnicy Augustowa – jak mawiają co niektórzy prezydenci USA: z terrorystami się nie rozmawia.

  • opublikowanie tzw. taśm Gudzowatego – ale mi rewelacja: komuniści i oligarchowie posługują się niewybrednym językiem.

  • „występy” pana Marka Jurka, któremu Ojciec Dyktator wjechał na ambicję – chciał być świętszy od Papieża?

  • strajk pielęgniarek – bo od niejedzenia kolacji nikomu nic się nie stało.

  • eksmitowanie sekty kilku Betanek – poczekam aż eksmitują sektę Rydzyka

  • wykluczenie z PiSu m. in. p. Ujazdowskiego – jak ktoś zmienia 7 razy partię, to głupotą jest nazwanie go rozłamowcem.

 

Korzystając z okazji życzę wszystkim czytelnikom pomyślności i optymizmu w Nowym 2008 Roku.

Sobie życzę więcej czasu wolnego.

0 Odpowiedzi do “Anno Domini 2007”


  1. Brak komentarzy

Napisz odpowiedź